środa, 21 listopada 2012

Odliczanie

 To chyba jakiś znak, pierwszy post napisany i oczywiście samodzielnie skasowany przed opublikowaniem. Dodam tylko, że było to, delikatnie mówiąc, niezamierzone działanie z mojej strony. Nice
A więc od początku. Zawsze zastanawiał mnie fenomen pisania blogów, na co to komu? Aż tu nagle pewnego dnia nadszedł i mój czas na spełnienie się w pisaniu bzdur o niczym. Może to przez ogromny natłok  rzeczy do zrobienia (a co, trzeba sobie jeszcze dołożyć), może pogoda, jednak głównym powodem jest chyba owe "odliczanie". Chyba każdy kto jeździ na desce czy nartach nie może się już doczekać TEJ (pozdro dla Poznaniaków^^) chwili. Przez ostatni miesiąc człowiek czuje się jak na jakimś detoksie, a delira łapie w postaci oglądania tysiąca filmików na youtube. Osobiście już nie mogę się doczekać momentu, gdy założę buty snowboardowe i stanę w kolejce do wyciągu razem z miliardem ludzi radośnie przeciskających się i rysujących sobie nawzajem nowiuteńki sprzęcik pachnący jeszcze smarem z taśmy produkcyjnej. Na szczęście mili panowie z marketingu przychodzą nam z pomocą. Pozwalają nacieszyć się przedsmakiem zimy kupując nowy sprzęt, wydając tym samym ostatnią kasę pierwotnie przeznaczoną "na rachunki". Jednocześnie często w sklepach "sportowych" (tu ciśnie się na usta słowo na "I" oraz "G" reprezentujące sieciówki) jesteśmy skazani na mega fachowe doradztwo w postaci osoby, która z deską ma tyle wspólnego, co ja z polityką: coś tam słyszała, coś tam widziała, ale do czego to jest? Długa historia.
Tak więc, jak nie zwariować i kupić coś, co sprawi nam nie tylko radość zaraz po wyjściu ze sklepu, ale i na stoku? Hold your horses, nie wszystko naraz.

Także tego, do następnego...